Większość sklepów internetowych pomija wyszukiwarkę Bing w swoich budżetach reklamowych, argumentując to niższym udziałem Binga w rynku. Bardzo możliwe, że jesteś też jednym z nich – a taka decyzja to poważny błąd strategiczny dla e-commerce. Z perspektywy psychologii biznesu, odrzucanie tego kanału w swoich kampaniach to podręcznikowy przykład pułapek poznawczych, w które wpadają managerowie.
Konkurencja ślepo pompuje budżety w Google Shopping Ads, więc ty też musisz tam być, na 100% budżetu. To podstawowy błąd z gatunku owczego pędu – podążasz za konkurencją, przepalasz budżet na wywindowane stawki CPC, a w efekcie znacząco zwiększasz koszt konwersji. Czy to oznacza, że powinieneś zrezygnować z Google Shopping Ads? Zdecydowanie nie, ale czasami lepszym rozwiązaniem niż licytacja na drogich stawkach, jest dywersyfikacja kanału.
Google traktowany jest jako synonim wyszukiwarki i stwarza iluzję monopolu. Managerom wydaje się, że to jest jedyne miejsce, gdzie klienci robią zakupy, podczas gdy całościowy obraz lejka zakupowego jest znacznie szerszy. Klienci obecnie szukają produktów w social mediach, pytają narzędzia AI o polecenia modeli, albo sprawdzają konkretne modele w wyszukiwarkach, ale nie tylko w Google. Pomijając całkowicie wyszukiwarkę Bing przy alokowaniu budżetu reklamowego, rezygnujesz z dodatkowych konwersji przy jednocześnie stosunkowo niskim koszcie.
“Włożyliśmy już tyle pracy w optymalizację Google Merchant Center, że nie mamy czasu budować wszystkiego od zera dla innej wyszukiwarki” – takie podejście to bloker, który jest po prostu często powielanym mitem. Zaplanowanie kampanii w Microsoft Ads wcale nie wymaga budowania infrastruktury na nowo, o czym więcej za chwilę.
Dla rentowności działań w obszarze kampanii reklamowych znaczenie mają
zwrot z inwestycji poniesionych na reklamy (ROAS) oraz
koszt pozyskania klienta (CAC). Ignorując ekosystem Microsoftu, po prostu zostawiasz na stole najbardziej kaloryczne leady i wysokomarżową sprzedaż, przez co Twój ROAS staje się niższy, a CAC wyższy.